Podcast biznesowy · Ekspansja e-commerce na Bałkany

Ekspansja na Bałkany bez wpadek: Rumunia, Czechy i błędy, których uniknąć

Gość: Monika Kosmowska (ekspertka e-ekspansji, Respect / Romani Express) Prowadzi: Oskar Szarek 26 listopada 2025 Czas: 73 min Branża: e-commerce, ekspansja zagraniczna
Monika Kosmowska w podcaście Growth, Scale & Automate
▶ Oglądaj na YouTube Wszystkie odcinki →
E-commerceEkspansja

W tym odcinku

Monika Kosmowska od lat wprowadza polskie sklepy internetowe na rynki Europy Środkowo-Wschodniej i Bałkanów - i z bliska widzi, dlaczego jedni spektakularnie rosną, a inni przepalają budżety. W tej rozmowie rozkłada na czynniki pierwsze realia ekspansji: dlaczego Rumunia nie używa kodów pocztowych i jak to jedno pole w checkoucie potrafi porzucać 50-60% koszyków, dlaczego złe automatyczne tłumaczenia zabijają sprzedaż w wrażliwych na język Czechach i jak kody kulturowe decydują o tym, czy konsument w ogóle ci zaufa. Przechodzi przez Rumunię, Czechy, Słowację, Chorwację i Słowenię - z twardymi danymi, kanałami reklamowymi i logistyką dopasowaną do każdego rynku. To praktyczny przewodnik, jak mądrze wejść za granicę i nie stracić pieniędzy na oczywistych pułapkach.

1.Ekspansja to nie hype, tylko budowanie rynku od zera

Na rynku e-commerce panuje przekonanie, że jedyną drogą rozwoju jest ekspansja. Monika Kosmowska zgadza się z tym - rynek polski jest mocno nasycony - ale dodaje ważne zastrzeżenie: najpierw poprawcie procesy w Polsce i zobaczcie, co jeszcze możecie tu osiągnąć.

Jeśli te procesy nie będą u was działały na rynku miejscowym, to tym bardziej to nie zadziała przy ekspansji.

Problemem nie jest sam kierunek, lecz złe przygotowanie. Ekspansja to przede wszystkim budowanie rynku i brandu od podstaw - przedsięwzięcie wymagające dużego wydatkowania ekonomicznego, czasowego i kompetencyjnego. Stąd częste, krzywdzące dla rynków uogólnienia w stylu "rynek rumuński jest beznadziejny na wyjście". Monika Kosmowska zaznacza: nie jest - to kwestia dobrego przygotowania.

Historii sukcesu jest na rynku polskim bardzo mało, i to nie dlatego, że ktoś nie chce się dzielić. Część rzekomych sukcesów opiera się wyłącznie na marketplace'ach, a to nie jest pełna ekspansja. Prawdziwa ekspansja e-commerce opiera się przede wszystkim na własnym sklepie i budowaniu brandu. Dobrym przykładem rozmowy o procesie przygotowawczym jest Piotr Kiliański opowiadający o Strefie Tenisa.

2.Trzy nogi sprzedaży: sklep, marketplace i tradycyjny eksport

Monika Kosmowska opisuje zdrową strukturę ekspansji jako dwie lub trzy nogi. Pierwsza to własny sklep - tu budujesz brand, ustalasz politykę cenową i lojalizujesz klientów. Druga to marketplace, który daje masę i jest świetny do poznania rynku. Trzecia to tradycyjny eksport, jeśli firma może go realizować.

Marketplace bywa oczywistością - w Niemczech Amazon to must have, mając tam około 60% rynku, kolejne 20% inne marketplace'y, a sklepom zostaje 20%. Ale rynki zachodnie trzeba w głowie oddzielić od Europy Środkowo-Wschodniej i Bałkanów: inne kanały sprzedażowe, inni kupujący, inne podejście.

Przy tradycyjnym eksporcie trzeba przygotować całe USP, sukcesy na rynku i wartość dodaną produktu - dystrybutor musi wiedzieć, że produkt rotuje. Monika Kosmowska zwraca uwagę, że w eksporcie zapomniano o czynniku ludzkim: o tym, że komunikacja werbalna i niewerbalna jest inna w każdym regionie. "Przetłumaczymy automatycznie i gotowe" to za mało.

3.Rumunia: rynek bez kodów pocztowych i pułapka checkoutu

Bałkany są atrakcyjne, bo rynki nie są jeszcze nasycone, polskie produkty są dobrze postrzegane (Polska bywa widziana jako europejski tygrys gospodarczy), a my wchodzimy z dobrze rozwiniętym know-how e-commerce i UX. Monika Kosmowska ostrzega jednak, że ten dobry moment wejścia, na przykład w Rumunii rozgrzewanej przez eMAG, może się skończyć za rok czy dwa.

Najbardziej charakterystyczna pułapka rynku rumuńskiego: Rumuni na co dzień nie używają kodów pocztowych. Gdy deweloper kopiuje polski checkout z polem na kod pocztowy, klient nie wie, co wpisać - i porzuca koszyk.

Widziałam takie przykłady u klientów, którzy potrafili mieć 50-60% porzuceń koszyka w momencie, kiedy klient miał wpisać kod pocztowy.

Po poprawieniu checkoutu zgodnie z lokalnym zwyczajem - rozwijana lista, gdzie wybiera się żudec (region), potem miasto, a ręcznie wpisuje tylko ulicę i numer - porzucenia spadają do 10-15%. Przy koszyku rzędu setek czy tysięcy złotych przez 5 lat to ogromne, niewidoczne straty. To must have niezależnie od tego, czy sklep stoi na rozwiązaniu SaaS, czy otwartym jak WooCommerce albo PrestaShop.

4.Tłumaczenia, logistyka i pobrania na Bałkanach

Kwestie lingwistyczne są krytyczne - i nie tylko dla konwersji, ale i dla SEO, bo złe tłumaczenie nie zaindeksuje się dobrze na lokalnym rynku. Monika Kosmowska radzi: jeśli korzystamy z tłumaczeń automatycznych, zróbmy chociaż na start proof reading ścieżki klienta, strony głównej i głównych kategorii oraz produktów. Proof reading bywa o połowę tańszy niż pełne tłumaczenie specjalisty, a różnica jest ogromna - jej szef, z wykształcenia rumunista, znalazł w "bardzo dobrym" automatycznym tłumaczeniu słowa, które w ogóle nie występują w języku rumuńskim.

Logistyka do Rumunii nie jest skomplikowana, kluczowy jest dobór operatora, który faktycznie dowozi to, co obiecuje. Paczki docierają szybko - po trafieniu na sortownię w 48 godzin u klienta - a Rumuni albo chcą dostawę tego samego dnia, albo godzą się na dwa, trzy dni. Można miksować lokalny fulfilment z wysyłką z Polski.

Na Bałkanach dalej królują pobrania. Z systemu Respect Monika Kosmowska widzi, że ponad 60% dostaw do domu jest opłacanych za pobraniem, a ponad 20% dostaw do automatów paczkowych również za pobraniem - to różni Bałkany od Polski. Powód to brak zaufania, więc im lepiej dostosowany sklep, tym mniej pobrań z czasem. Zwroty to nie wcześniejsze 30-40%, lecz raczej 10-12-15%; wiele "zwrotów" to w istocie paczki niedostarczone z powodu źle podanych kodów pocztowych, które lądują na sortowni kuriera last mile.

5.Czechy: język to klucz, a polskością się nie chwalimy

W Czechach język jest jeszcze ważniejszy niż w Rumunii. Po bitwie pod Białą Górą Czesi byli pod panowaniem Habsburgów i w dużej mierze zatracili język czeski - inteligencja i klasa wyższa mówiły po niemiecku, język przetrwał na wsiach. Po odzyskaniu niepodległości Czesi odbudowali kulturę opartą na języku, stąd ogromna presja kulturowa. Złe automatyczne tłumaczenia oznaczają, że ekspansja się nie uda.

Czesi to naród z największą liczbą sklepów na 1000 mieszkańców: około 70 tysięcy sklepów na 10 milionów obywateli. Mają wybór i preferują kupowanie u Czecha albo z czesko wyglądającego sklepu - patriotyzm zakupowy i przywiązanie do swojego.

W Czechach się absolutnie nie chwalmy, że jesteśmy polską firmą. Chwalmy się tym, że na przykład mamy europejskie certyfikaty.

Warto zdobyć certyfikaty lokalne, na przykład APEC (czeska izba e-commerce). Wszystko, co upodobni sklep do lokalnego czeskiego, działa na plus. Ważna jest też obsługa w języku czeskim - mailowa i telefoniczna, bo Czesi lubią zadzwonić - i dotrzymywanie terminów dostaw (z Polski to często 24 godziny). Czeskie opinie są precyzyjne: potrafią w 10-15 punktach wypunktować, co było nie tak.

6.Kody kulturowe: Bałkany kupują emocjami, Czechy i Niemcy precyzją

Kody kulturowe to pojęcie stworzone przez francuskiego antropologa i biznesmena - to system operacyjny działający u każdego z nas w tle. Inaczej wygląda kolorystyka, sposób spędzania czasu wolnego i to, jakie komunikaty trafiają do klienta na każdym rynku.

Monika Kosmowska rozróżnia kultury wysokokontekstowe (emocjonalne, metafory i przenośnie - Bałkany) oraz niskokontekstowe (precyzyjne i dokładne - Czechy, Niemcy, Skandynawia). Call to action w krajach bałkańskich powinno odnosić się do emocji i odczuć, a w Czechach lepiej dać konkretną wartość i precyzyjność; na Bałkanach działają żywe kolory.

Przykład z branży rowerowej, który podawał Paweł Bilczyński: wchodząc na rynek niemiecki, trzeba było dołączyć do kart produktu pełne PDF-y ze specyfikacją techniczną, bo Niemcy drukowali je ze wszystkich sklepów i ręcznie porównywali. Na rynku rumuńskim te PDF-y byłyby zbędne - tam więcej dadzą dobre zdjęcia, odniesienie do emocji i opinie produktowe.

Jak zdobyć tę wiedzę? Local hero (osoba mieszkająca na rynku), lokalne agencje, literatura i narzędzia AI na start, analiza lokalnej konkurencji - nie polskiej, bo ta zwykle robi to źle. A najlepiej: pojechać do kraju, usiąść w kawiarni, przejść po centrum handlowym i sklepach stacjonarnych. Ciekawostka: w Rumunii jest tylko jedna IKEA - styl skandynawski się tam nie przyjął, bo to nie są meble, które Rumuni mają w domach.

7.Słowacja, Chorwacja, Słowenia i kolejność wejścia

Słowacja to nie Czechosłowacja - nie wychodźmy tam z czeskim sklepem. Słowacy są mentalnie bliżsi Polakom, łatwiej ich zrozumieć niż Czechów; obok automatów paczkowych ważny jest kurier. Wprowadzenie euro mocno odbiło się na ich portfelach, więc szukają dobrych cen, ale znają polskie produkty (polska Biedronka otworzyła tam pierwsze sklepy). Klienci e-commerce mówią Monice Kosmowskiej, że przy mniejszym przygotowaniu więcej sprzedają na Słowację niż do Czech.

Chorwacja to dopiero rozwijający się rynek e-commerce bez znaczących marketplace'ów (lokalne ecupi przypomina OLX), gdzie dużo kupuje się przez profile w social mediach. Chorwaci mają fundusze, lubią luksus i są zakupowo podobni do Polaków. Logistyka skróciła się z 72 do 48 godzin. Mało polskich sklepów tam wyszło - warto pokazać się teraz.

Słowenia - mała Szwajcaria Bałkanów, mieszanka wpływów włoskich, austriackich i bałkańskich. Bogaty kraj, 2 miliony mieszkańców o wyższym PKB i zarobkach niż w Polsce. Tu króluje płatność elektroniczna, szybka dostawa i ekologia, a konsument oczekuje dojrzałych elementów e-commerce. Główny marketplace kupiło Allegro.

Złota zasada kolejności: nie róbmy kilku rynków naraz. Wyjdźmy na jeden, dopracujmy procesy magazynowe i logistyczne, niech zacznie zarabiać - i dopiero wtedy dokładajmy kolejne klocki. Wyjątek to wielkie spółki giełdowe stać na kilka agencji i kilkanaście osób do ekspansji.

8.Zaufanie, kwestie prawne i pieniądze na start

Na rynkach bałkańskich wzbudzenie zaufania jest ważniejsze niż cena. Buduje się je przez dopasowaną komunikację, opinie o sklepie i opinie produktowe, lokalną obsługę klienta oraz odpowiednie kanały - w Rumunii i Chorwacji popularny jest kontakt przez WhatsApp, który tam nie jest naruszeniem prywatności, lecz docenianym udogodnieniem.

Kwestie prawne to fundament. Monika Kosmowska widzi w audytach regulaminy skopiowane z Polski i przetłumaczone przez ChatGPT, z odwołaniami do polskiego ustawodawstwa - to grozi karami. W Niemczech specjalny urząd przyjmuje zgłoszenia (najczęściej od konkurencji) o niezgodne impressum czy dokumenty prawne. Suplementy diety trzeba certyfikować osobno - w Rumunii są dwa odrębne urzędy dla suplementów syntetycznych i naturalnych. Warto też mieć certyfikaty lokalne: czeski APEC, rumuński ANPC (urząd ochrony konsumentów), oraz systemy opinii jak Heureka.

Z budżetem poniżej 5000 per kanał bym nie wychodziła na dany rynek.

To minimum na dwie, trzy kategorie - i lepiej rozłożyć je na dwa, trzy kanały, niż wrzucić wszystko w jeden. Zapas finansowy jest konieczny: przez pierwsze pół roku budżet często się przepala, bo nie mamy zbudowanej siły brandu. Okres przygotowawczy to zwykle 3-6 miesięcy. Samofinansowanie rynku rzadko przychodzi w trzy miesiące - to anomalia, nie reguła. Sprytnym ruchem bywa wejście najpierw na marketplace (na przykład eMAG w Rumunii), który pozwala poznać rynek i częściowo refinansować ekspansję przez własny sklep - ale to wciąż nie jest pełna ekspansja, lecz sprzedaż z ekspozycją.

Najważniejsze lekcje z odcinka

  1. Najpierw poukładaj i popraw procesy w Polsce - jeśli nie działają na rynku miejscowym, tym bardziej zawiodą przy ekspansji.
  2. W Rumunii usuń pole na kod pocztowy z checkoutu i zastąp je listą żudec-miasto - to obniża porzucenia koszyka z 50-60% do 10-15%.
  3. Nie wypuszczaj sklepu z automatycznym tłumaczeniem - zrób proof reading ścieżki klienta i głównych kategorii, bo złe tłumaczenie zabija konwersję i SEO.
  4. Dopasuj komunikację do kodów kulturowych: Bałkany kupują emocjami i żywymi kolorami, Czechy i Niemcy oczekują precyzji i konkretnej wartości.
  5. W Czechach nie chwal się polskością - zdobądź certyfikaty lokalne (APEC), zapewnij obsługę po czesku i korzystaj z Heureki oraz Seznama.
  6. Wchodź na rynki po kolei - dopracuj pierwszy, niech zarabia, dopiero potem dokładaj kolejne; nie rób wszystkiego naraz.
  7. Miej zapas finansowy: pierwsze pół roku można przepalić, budżet startowy nie mniej niż 5000 per kanał, rozłożony na dwa-trzy kanały.
MK
Monika Kosmowska
Monika Kosmowska to ekspertka od e-ekspansji, która od lat wprowadza polskie sklepy internetowe na rynki zagraniczne, skupiając się na Europie Środkowo-Wschodniej i Bałkanach. Z wykształcenia kulturoznawca - tę wiedzę wykorzystuje dziś w pracy nad kodami kulturowymi i dostosowaniem komunikacji do poszczególnych rynków. Współtworzy certyfikację Respect dla sklepów na rynku rumuńskim oraz działa w ramach Romani Express. Prowadzi audyty ekspansji, analizy cross-border i wspiera firmy w wyjściu na rynki bałkańskie.

Najczęściej zadawane pytania

Kim jest Monika Kosmowska?

Ekspertka od e-ekspansji, która od lat wprowadza polskie sklepy internetowe na rynki Europy Środkowo-Wschodniej i Bałkanów. Z wykształcenia kulturoznawca; współtworzy certyfikację Respect dla sklepów na rynku rumuńskim i działa w ramach Romani Express, prowadząc audyty i analizy cross-border.

Dlaczego Rumunia nie używa kodów pocztowych w e-commerce?

Rumuni na co dzień nie posługują się kodami pocztowymi - adres podaje się przez wybór żudec (regionu) i miasta z listy oraz ręczne wpisanie ulicy i numeru. Skopiowanie polskiego pola na kod pocztowy potrafi generować 50-60% porzuceń koszyka; po dostosowaniu spada to do 10-15%.

Co to są kody kulturowe w marketingu?

To pojęcie stworzone przez francuskiego antropologa i biznesmena - rodzaj systemu operacyjnego działającego w tle u każdego konsumenta, ukształtowanego przez kulturę. Rozróżnia się kultury wysokokontekstowe (emocjonalne, jak Bałkany) i niskokontekstowe (precyzyjne, jak Czechy, Niemcy, Skandynawia), co przekłada się na inną komunikację, kolorystykę i call to action.

Jakie kanały reklamowe są ważne w Czechach i w Rumunii?

W Czechach kluczowe są porównywarki cenowe Heureka (z własnym systemem opinii) oraz grupa Seznam, która dociera dziennie do około 90% Czechów mimo niskiego udziału w wyszukiwarce; obok Google działają zbozi, glami, favi i biano. W Rumunii konieczna jest obecność w social mediach - TikTok rośnie do poziomu Facebooka, a niemal 80% zakupów robi się przez telefon.

Ile trwa przygotowanie do ekspansji i jaki budżet jest potrzebny?

Okres przygotowawczy to zwykle 3-6 miesięcy. Budżet reklamowy nie powinien być niższy niż 5000 per kanał na start, najlepiej rozłożony na dwa-trzy kanały. Trzeba liczyć się z tym, że przez pierwsze pół roku budżet często się przepala, bo brakuje rozpoznawalności brandu na nowym rynku.

Twoja marka sprzedaje, ale czujesz, że może iść lepiej?

Umów bezpłatną 30-minutową konsultację - spojrzymy na Twoją sprzedaż i powiemy, gdzie widzimy potencjał.

Zarezerwuj konsultację →