Tomasz Sarara: mentalność mistrza, sporty walki i budowanie biznesu
W tym odcinku
- Jak zbudować twardy mental i wchodzić do walki jako underdog (i dlaczego trudniej jest bronić pozycji faworyta)
- Dlaczego 90% walki odbywa się w głowie i co odróżnia zawodnika od salą od zawodnika z ringu
- Najcięższe KO w 2010 roku, zerwane więzadło krzyżowe i 10 lat bez porażki
- Dlaczego sportowcy kończą karierę bez pomysłu na życie i jak Tomasz Sarara budował furtkę awaryjną w biznesie
- Co freak fighty naprawdę dały sportom walki i dlaczego dziś ważniejsze jest, kto walczy, niż jak walczy
- Doping jako platforma do wykonania większej pracy - oraz spór o równe zasady gry
Tomasz Sarara to jeden z prekursorów polskich sportów walki, zawodnik kickboxingu i MMA z 30-letnim stażem, który równolegle od dziecka próbował budować biznes. W tej rozmowie odsłania mniej znane oblicze: jak powstaje twardy mental, dzięki któremu z małego grubaska, z którego się śmiali, stał się rywalem, którego zaczęto się bać. Mówi, dlaczego trudniej broni się zdobytej pozycji faworyta, niż idzie po nią jako underdog, i jak po najcięższym KO w 2010 roku oraz zerwanym więzadle wracał rok do formy. Tłumaczy, dlaczego sportowcy kończą karierę bez pomysłu na życie i dlaczego on sam od 21. roku życia szukał furtki awaryjnej w biznesie. Na koniec bez owijania mówi o freak fightach, dopingu i o tym, że dziś ważniejsze stało się, kto walczy, niż jak walczy.
1.Jak rodzi się twardy mental: od małego grubaska do rywala, którego się boją
Tomasz Sarara zaczął trenować w latach 90., bo ojciec - jak mówi, sam trochę życiowy wizjoner - uznał, że dwóch synów łatwiej poradzi sobie w życiu, jeśli będą umieli się obronić. Po pierwszym treningu złapał, jak to ujmuje, totalnego hopla i był uzależniony od rywalizacji. Pierwszych pięć walk przegrał, ale to go napędzało, bo nie jest gościem, który łatwo się poddaje.
Jako dziecko był małym grubaskiem, którego rywale traktowali jak łatwą walkę. Z każdym rokiem narracja się odwracała: z nim walczysz, to uważaj, bo on się nie oszczędza. To zbudowało jego twardy mental od dzieciaka.
Uwierz w siebie na 100%, bo jeśli ty tego nie zrobisz, to nikt w ciebie nie uwierzy.
Tomasz Sarara podkreśla, że to podejście przekłada na każdy aspekt życia, nie tylko na walkę. Jeśli zrobi coś z pełnym zaangażowaniem, to ma prawo wierzyć, że się uda. Pewne jest tylko jedno: jeśli tego nie zrobi, to na pewno się nie uda.
2.Faworyt kontra underdog i 90% walki w głowie
Ostatnimi laty Tomasz Sarara częściej jest faworytem niż underdogiem i czuje się z tym gorzej. Jako underdog nie masz nic do stracenia - jeśli przegrasz, to miałeś przegrać, a jeśli wygrasz, możesz tylko zyskać. Używa analogii bramkarza w konkursie rzutów karnych: obroni - jest bohaterem, nie obroni - karny i tak jest trudny. Faworyt po prostu musi wygrać, a obrona budowanej latami pozycji jest ciężka.
Cytuje Mike'a Tysona: każdy ma swój game plan, dopóki nie zostanie trafiony. W wadze ciężkiej jeden błąd potrafi przekreślić całą walkę - można mieć wszystko pod kontrolą i przegrać przez jedno trafienie.
Nie przypadkowo mówi się, że 90% walki odbywa się w głowie.
Tomasz Sarara opowiada o zawodnikach, którzy w sparingach są w niesamowitym gazie, a na walce pokazują tylko kilka procent swoich umiejętności. Nie jest psychologiem, ale uważa się za dobrego mentora; w narożniku doświadcza najgorszego uczucia - niemocy, bo bardzo chce pomóc, ale za zawodnika roboty nie wykona. Dziś dzięki doświadczeniu potrafi w ringu wyizolować się od wszystkiego: liczy się tylko on, rywal i narożnik.
3.Najcięższe KO, zerwane więzadło i 10 lat bez porażki
Po 30 latach treningu (okrągła rocznica wypadła w grudniu) Tomasz Sarara mówi, że sporo zdrowia ubyło, ale na co dzień nie ma poważnych dysfunkcji. Codziennie rano bierze zimny prysznic. Ma za to ekstremalnie wysoki próg bólu - przez martwicę w prawej nodze jest w stanie kopnąć ścianę, nawet o tym nie wiedząc, a żona żartuje, że jak go coś delikatnie boli, to powinien jechać do szpitala.
Najcięższe KO zaliczył w 2010 roku w Warszawie, na turnieju K1 - trzy walki jednego wieczora w wadze ciężkiej (ważył wtedy 90 parę kilo). W finale dostał potężnego kopniaka. Gdy leciał nieprzytomny na ziemię, tak ułożyły mu się nogi, że naderwał więzadło krzyżowe, a po powrocie ze szpitala zerwał je do końca na pierwszym treningu. Odbudowa zajęła rok.
Od 2012 do 2020 roku Tomasz Sarara był niepokonany - przez około 10 lat. Pierwsza porażka po tak długiej serii zwycięstw była szokiem. Dziś nie mówi o porażkach, tylko o lekcjach: czasem wygrywasz, a czasem się uczysz. Sukcesy lubi przypisywać innym, ale porażkę zawsze bierze na siebie, bo - jak mówi - jest kowalem własnego losu.
4.Furtka awaryjna: dlaczego sportowiec musi mieć biznes
Już jako dziecko Tomasz Sarara obserwował trenerów, na których patrzył jak na ludzi sukcesu, a którzy po zakończeniu kariery nagle nie mieli pomysłu na siebie. Nie odłożyli pieniędzy, nie zainwestowali w biznes, a część skończyła w alkoholizmie. Postanowił, że nie chce być kolejnym takim przypadkiem.
Prowadź karierę, ale musi być jakaś furtka, musi być jakieś wyjście awaryjne, kiedy ta kariera się skończy.
Pierwszą firmę założył w wieku 21 lat - zajmowała się montażem rusztowań, choć sam ma lęk wysokości i na rusztowania nie wchodził. Później prowadził hostel na rynku w Krakowie, a dziś prowadzi klub treningowy, w którym trenuje, oraz lokal sushi. Przyznaje, że to równoległe prowadzenie biznesu i kariery prawdopodobnie obniżyło jego poziom sportowy, ale niczego nie żałuje.
Zwraca uwagę, że sporty walki gwarantują przyzwoite pieniądze tylko niewielkiemu promilowi zawodników. W piłce nożnej zawodnik Ekstraklasy może odłożyć i kupić kilka mieszkań na wynajem; w sportach walki przez lata zarabia się grosze albo dokłada do walk, czekając na ten jeden sezon - który u wielu nigdy nie nadchodzi.
5.Cechy z ringu, które popłacają w biznesie
Tomasz Sarara uważa, że biznes to jeszcze cięższa walka niż sport. W ringu przynajmniej wie, kto jest jego rywalem; w biznesie często są to szuje, które rzucają kłody pod nogi z boku. Te same cechy, które dały mu wyniki w sporcie, przekłada na firmę: wstajesz rano i się nie oszczędzasz, nie szukasz wymówek, że jest za ciężko.
Tylko praca popłaca.
Drugą kluczową cechą jest cierpliwość - tak jak w karierze ponosił porażki tylko po to, by później wygrywać, tak w biznesie liczy, że konsekwentna praca pewnego dnia przyniesie efekty. Podkreśla, że wartości na płaszczyźnie sportowej i biznesowej są tożsame.
Opowiada też synowi, który gra w piłkę, że najlepszym zawodnikiem zostanie nie ten najzdolniejszy, lecz ten, który od początku włoży najwięcej pracy. Ludzie widzą tylko wierzchołek góry lodowej - gotowy efekt - a nie całą drogę, jaka do niego prowadzi.
6.Freak fighty: kto walczy, ważniejsze niż jak walczy
Na pytanie, czy freak fighty wniosły więcej dobrego, Tomasz Sarara odpowiada: nie jednoznacznie, ale bardziej nie. Nie spełniła się obietnica, że sale sportów walki będą pękać w szwach - nie zauważył napływu młodzieży na treningi. We freak fightach o udziale nie decyduje poziom sportowy, lecz rozpoznawalność, a promowane jest przekraczanie kolejnych granic absurdu.
Sam wziął udział w konferencjach, ale - jak mówi - przeszedł suchą stopą, zachowując wysoki poziom kultury. Nie chce wrzucać wszystkich do jednego wora: są zdrowe friki i postacie, do których nie ma pretensji. Problem w tym, jak daleko to zaszło - dawniej rodzina wiedziała, że ktoś jest debilem, a dziś cały świat, a ludzie napawają się tym z dumą, zamiast chować pod dywan.
Dla ludzi stało się dzisiaj ważniejsze, kto walczy, niż jak walczy.
Tomasz Sarara podkreśla, że dziś sportowiec to firma jednoosobowa, która musi zadbać o swój marketing - personal branding, social media, pokazanie poglądów i zainteresowań poza ringiem. Jako organizator Strike King przy doborze zawodników patrzy też na ich social media. Jego rozwiązanie nie jest cenzurą, lecz alternatywą: zbudujmy coś wartościowego i dochodowego, do czego ludzie będą chcieli dążyć, zamiast zostawiać zawodników bez wyboru.
7.Doping: platforma do większej pracy i spór o równe zasady
Tomasz Sarara woli mówić o równych zasadach gry niż o czystych: albo wszyscy się umawiamy, że bomba jest walona, albo nikt tego nie robi. Problem zaczyna się, gdy jeden bierze, a drugi nie. Osobiście wolałby, żeby było krystalicznie czysto, ale zna realia i wie, że istnieją środki nie do wykrycia - jak hormon wzrostu, który znika z organizmu w ciągu około 24 godzin.
Tłumaczy, że doping to nie magiczne stanie się silniejszym przez sen. To przede wszystkim regeneracja: po ciężkim treningu na czysto dochodzisz do siebie dwa dni, a na środkach po dwóch-trzech godzinach i posiłku możesz zrobić kolejny trening. To platforma do wykonania większej pracy - ale tę pracę i tak trzeba wykonać.
Zauważa, że sporty walki radzą sobie z tym lepiej niż czysta siłownia, bo o wyniku decyduje też szybkość, wytrzymałość na ciosy, precyzja, technika i czucie dystansu - nie tylko siła. Jako przykład skrajnej metamorfozy wskazuje zawodnika, który z roku na rok rósł w niepojęty sposób, po trafieniu do UFC został złapany na dopingu, a po jego odstawieniu został już tylko cieniem siebie. UFC monitoruje zawodników nawet przez urządzenia z GPS, ale i tak trudno to w pełni okiełznać.
Najważniejsze lekcje z odcinka
- Zbuduj mental na zasadzie pełnego zaangażowania na 100% - jeśli sam w siebie nie uwierzysz, nikt inny tego nie zrobi, a brak działania gwarantuje porażkę.
- Jako underdog graj ofensywnie, bo nie masz nic do stracenia; jako faworyt pamiętaj, że obrona zdobytej pozycji jest trudniejsza niż walka o nią.
- Mentalność wygrywa walki - 90% rozgrywa się w głowie, więc trenuj odporność na presję tak samo jak technikę.
- Porażki traktuj jako lekcje i bierz je na siebie, a sukcesy dziel z innymi - to chroni przed roszczeniowością i daje przestrzeń na wnioski.
- Buduj furtkę awaryjną poza sportem od początku kariery, bo dochody w sportach walki dotyczą tylko promila zawodników i kariera kiedyś się skończy.
- Przenoś sportowe cechy do biznesu: codzienna praca bez wymówek i cierpliwość popłacają na obu płaszczyznach.
- Dziś sportowiec jest firmą jednoosobową - zadbaj o personal branding i social media, bo dla widzów liczy się, kto walczy, nie tylko jak walczy.
Najczęściej zadawane pytania
Kim jest Tomasz Sarara?
Jeden z prekursorów polskich sportów walki, zawodnik kickboxingu i MMA z 30-letnim stażem treningowym, a także przedsiębiorca. Jest organizatorem gali Strike King oraz prowadzi klub treningowy i lokal sushi.
Co to są freak fighty?
To gale, w których o udziale zawodnika decyduje przede wszystkim rozpoznawalność, a nie poziom sportowy. Tomasz Sarara ocenia, że wniosły więcej złego niż dobrego, bo promują przekraczanie granic absurdu, choć przyznaje, że są też zdrowe friki, do których nie ma pretensji.
Czym jest doping w sportach walki według Tomasza Sarary?
Tomasz Sarara opisuje doping jako platformę do wykonania większej pracy - przede wszystkim szybszej regeneracji, dzięki której można zrobić więcej i cięższych treningów. Pracę i tak trzeba wykonać; samo branie środków nie czyni nikogo silniejszym przez sen.
Jak długo Tomasz Sarara był niepokonany?
Od 2012 do 2020 roku, czyli przez około 10 lat. Wcześniej, w 2010 roku w Warszawie, na turnieju K1 zaliczył najcięższe KO i naderwał, a następnie zerwał więzadło krzyżowe, po czym przez rok wracał do formy.
Dlaczego sportowiec powinien prowadzić biznes?
Bo przyzwoite pieniądze w sportach walki dotyczą tylko promila zawodników, a kariera kiedyś się kończy. Tomasz Sarara obserwował zawodników, którzy po jej zakończeniu zostawali bez pomysłu na życie, dlatego od 21. roku życia budował furtkę awaryjną - od firmy montującej rusztowania, przez hostel, po obecny klub i lokal sushi.
Twoja marka sprzedaje, ale czujesz, że może iść lepiej?
Umów bezpłatną 30-minutową konsultację - spojrzymy na Twoją sprzedaż i powiemy, gdzie widzimy potencjał.
Zarezerwuj konsultację →